Czy ocena działania produktu do makijażu bez dowodów w postaci dokumentacji fotograficznej ma sens?
Pewnie nie, ale mam kilka przemyśleń na temat paletki Wonderful Dreams z Sephory, którymi chętnie się podzielę. Poza przeuroczą szatą graficzną atutem tego gadżetu jest kolorystyka cieni. Brązy nie mają ciepłych tonów, "błyskotkom" też daleko do żółtego złota czy różu. Pod względem tonacji jest to paletka idealna dla mnie: chłodno-neutralna, ciemne maty, beżowy mat i świetliste akcenty dość różnorodne, żeby makijaże wykonywane z pomocą Wonderful Dreams różniły się między sobą. A teraz kilka mniej zadowalających cech kosmetyku. Pigmentacja jest OK. OK nie brzmi fantastycznie - brzmi poprawnie - czyli mogło być lepiej. Kolory nie znikają na oku, ale nie powalają intensywnością - mocne oko raczej nie do zrobienia. Za to na pewno blendują się o niebo lepiej niż cienie Sleek. Są też dużo bardziej miękkie, z jednej strony to zaleta, z drugiej - muszę zadbać o dobrą bazę na powiece, korektor, którego zazwyczaj używam do "zagruntowania" oka już nie wystarczy, by cienie trzymały się w wyznaczonym im miejscu.
Jako że cena Wonderful Dreams Sephory porównywalna jest z kosztem zakupu paletek firmy Sleek, spróbuję odpowiedzieć na pytanie - co lepsze?
Przy wprawie w rozcieraniu cieni Sleek wygrywa pigmentacją, ilością cieni i ich gramaturą. Ale nie zawsze więcej znaczy lepiej. Dla kogoś, kto ma ochotę na delikatny makijaż w pięknych odcieniach, chce cieni, które po prostu dobrze się nakłada i ma słabość do bajkowego designu - Wonderful Dreams!
Ja jestem zauroczona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz