wtorek, 2 lutego 2016

Maupki 2015 - Zapach

Lubię czytać, słuchać o zapachach. Nie jestem posiadaczką dużej kolekcji perfum, ale zainspirowana filmem Magdy pochwalę się swoim małym zbiorem.


Zacznę od sylwestrowej gorączki. Perfumy kupiłam w Douglasie (#przepłacone!) i potraktowałam to jako ostatnie szaleństwo 2015 roku. Zapach poznałam na lotnisku w Londynie, zakochałam się momentalnie. Butelkowa zieleń "flakonika" (a raczej torebeczki - swoją drogą, mam mieszane uczucia - cudeńko czy kicz?) łączy się z zawartością w jakiś magiczny sposób. W tych perfumach czuję burzę włosów, gruby wełniany płaszcz, mroźne powietrze i ten pudrowy zapach na rozgrzanej szyi, na zbyt dużym szalu.
Wiem, że to nie jest typowa pudrowa nuta, ale to definicja pudrowości, którą mój zmysł węchu lubi i znosi, słodki puder nie dla mnie - pudrowość drzewno-owocowa - już tak.


Marc Jacobs - Decadence
Nuta głowy: włoska śliwka, irys, szafran
Nuta serca: róża bułgarska, jaśmin sambac, kosaciec
Baza: ambra, wetiwer, papirus


W temacie słodkości - jedyny mój naprawdę słodki zapach to woda z... Orsay. Odkryłam niecały rok temu, wybierając się na wesele. Przyjemny, nieprzytłaczający, kojarzy mi się z ciepłą wiosną, różowymi szpilkami i zauroczeniem. Mam wrażenie, że jakieś markowe perfumy pachną bardzo podobnie, ale nie umiem dopasować. Przyznam, że lubię je nosić, kiedy chcę się poczuć bardziej... elegancko.




Orsay, L'Or de Say No. 1
Nuta głowy: ozone, liczi, brzoskwinia
Nuta serca: drzewo cedrowe, frezja, lilia, płatki róży
Baza: drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, piżmo

Będąc przy tańszych zapachach, mówiąc o ciepłych porach roku, wspomnę o Yves Rocher. Cała seria Un Matin au Jardin bardzo mi się podoba, szczególnie zestaw o zapachu bzu, ale latem, kiedy z nieba lał się żar, znalazłam idealnie orzeźwiający pakiet - żel pod prysznic, balsam i wodę toaletową Agrumes en Fleurs. Nie przepadam za rześkimi perfumami, zazwyczaj są dla mnie zbyt... kwaśne. Ta cytrusowa bomba natomiast perfekcyjnie nosi się z klapkami, lekką sukienką i niestarannie upiętymi włosami. Rozgrzany bruk, oślepiające promienie słoneczne, cień pod drzewem, który chłodzi jak szklanka zimnej wody. I cytryny. Ten zapach wywołuje u mnie automatyczną tęsknotę za latem. Jest trochę jak tort ze słodką, budyniową masą i świeżymi owocami.


Yves Rocher, Agrumes en Fleurs
nuty zapachowe: absolut neroli, olejki eteryczne z pomarańczy, mandarynki i tymianku

Przyszła pora na "kontrowersyjne" cytrusy, zwane przez niektórych kocim sikiem. Grejfrutowe perfumy Guerlain poznałam u... mojej cioci. Zawsze podobało mi się, jak pachniała, zawsze pięknie, zawsze niepowtarzalnie. To najładniejszy flakonik, jaki posiadam, siateczka z plastrów miodu i pszczoła na korku w kolorze złota urzekły mnie i do tej pory jest to dla mnie jedna z ładniejszych buteleczek wśród wszystkich perfum. Sam zapach - po prostu grejpfrutowy, z jednej strony pasuje do spaceru w letni wieczór, ale lubię go mieć na sobie także zimą, szczególnie w święta - może przez to, że święta to cytrusy na kilogramy. Słodki grejpfrut od Guerlain ulatuje jednak trochę zbyt szybko.


Guerlain, Aqua Allegoria, Pamplelune
Nuta serca: grejpfrut, bergamotka
Nuta głowy: olejek z gorzkiej pomarańczy, liście czarnej porzeczki, neroli
Baza: paczuli, wanilia

Na koniec zostawiłam zapach, który znam najdłużej, to moja kolejna butelka, jest też najbardziej sentymentalny. Nie wiem, czy dobrą rekomendacją będzie pisanie o cmentarnej uliczce, ale właśnie na cmentarzu usłyszałam: "Ładnie pachniesz". Powiedział to oczywiście żyjący wówczas (i teraz) kuzyn, być może chcąc w ten sposób na ułamek chwili odgonić smutek. A perfumy zostały po właścicielce. Pamiętam jeszcze, jak nimi pachniała i lubiłam ten zapach, ale nie wypadało siedemnastolatce pachnieć drogą wodą podkradaną mamie, przynajmniej nie każdego dnia. Pół roku później miałam już w spadku ten flakonik, na każdy dzień, kiedy tylko zechcę.

Miracle ma brzydką buteleczkę, ale pachnie najpiękniej. Według opisu - owocowo i kwiatowo. Ja czuję jakieś herbaciane akcenty, taką letnią już, aromatyczną herbatę. Czuję jesień w rozkwicie, bukiety z czerwonych liści, ostre, ale chłodne promienie słońca, ciężki skórzany płaszcz starszy ode mnie. Zbyt wiele osobistych i patetycznych zdań mogłoby paść na temat tego zapachu. Nieoficjalna nazwa Miracle to "Umarła mi mama" (a może bardziej chwytliwie "Cud Śmierci"), ale może lepszy marketing miałyby "Zmiany, zmiany" albo "Idzie nieznane". Koniec koeljowania.


Lancome, Miracle
Nuta głowy: liczi, frezja
Nuta serca: magnolia, jaśmin, imbir, pieprz
Baza: ambra, piżmo

Taka moja mała kolekcja z bardzo subiektywnym opisem. Owocami pachnę.

3 komentarze:

  1. Uwielbiam temat perfum! :) Perfumy to niestety moja słabość... ;)
    Muszę w końcu powąchać Decadence, bo na podstawie składu zapowiada się ciekawie. :) Flakon mi się podoba (ten kolor!), ale zastanawiam się, czy ten łańcuszek jest praktyczny podczas używania?
    Z serii Aqua Allegoria mam Mandarine Basilic - idealny zapach na lato, ale jak dla mnie wielkiego szału nie ma - dużo cytrusów i tyle, no i niestety jest dość ulotny.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jest praktyczny - nie do końca. Trochę utrudnia zamykanie butelki, bo często się gdzieś wplącze. Ale wykonanie naprawdę ładne, myślałam o odpięciu go, ale jednak chce się mieć tę torebeczkę z łańcuszkiem na półce ^^

      Usuń
  2. Zapach z Orsaya - nie jestem pewna, czy ten, bo znam dwa - kojarzy mi się z Flowerbomb. Może to to?

    OdpowiedzUsuń